Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mlek Katarzyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mlek Katarzyna. Pokaż wszystkie posty

K. Mlek - Jeden Bóg

Źródło
Tytuł: Jeden Bóg
Autor: Katarzyna Mlek
Wydawnictwo: Rozpisani.pl
Rok wydania: 2014


Czy jeden człowiek może w ciągu półwiecza odmienić świat, który znamy?

Miran Zieliński jest zdolnym genetykiem. Sfrustrowany pracą w Austrii, która nie daje mu możliwości rozwoju, postanawia wrócić do Polski i korzystając z pomocy finansowej zamożnego kochanka zrealizować plan. Plan, który pozwoli bez końca przedłużać ludzkie życie.

Zaskakujące zwroty akcji i liczne odniesienia do faktycznych odkryć naukowych prowadzą czytelnika w stronę kuszącej, przerażającej, a jednocześnie bardzo prawdopodobnej wizji przyszłości, w której jednej korporacji udaje się zdobyć niemal nieograniczoną władzę nad światem. (źródło)

K. Mlek - Na wietrze diabeł przyjechał

Tytuł: Na wietrze diabeł przyjechał
Autor: Katarzyna Mlek
Wydawnictwo: Flosart
Rok wydania: 2013

Już po raz drugi mam okazję zetknąć się z twórczością Katarzyny Mlek i ponownie jest to kwestia kompletnego przypadku. Za pierwszym razem dostałam do recenzji jej powieść Zapomnij patrząc na słońce. Mimo, że wcześniej kompletnie nie znałam autorki, to książka bardzo przypadła mi do gustu. Na wietrze diabeł przyjechał to tytuł, który również trafił do mnie za sprawą akcji promocyjnej i również bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

Opowiada o przygodach młodego inżyniera Zbigniewa Linerta, który pewnego dnia zupełnie przypadkowo wpada w wir nieoczekiwanych wydarzeń rządzących życiem małej, beskidzkiej wsi Laliki. Choć początkowo mężczyzna nie chce mieć nic wspólnego z dziwnym wiatrem hulającym po górach, ostatecznie staje się obrońcą małej społeczności Lalik. Jego przeciwnikiem jest nie byle kto, bo sam diabeł, który jakby uwziął się na wioskę i za wszelką cenę chce ją zniszczyć.

Szczerze przyznam, że kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej niewielkiej książeczce. Nie przepadam za historiami obyczajowymi rodem z naszego podwórka, bo zazwyczaj pokazują polską wieś jako smętne i biedne miejsce. Do lektury przekonały mnie jednak obietnice z okładki, porównujące powieść do regionalnych legend i góralskich gawęd. Nie za często mam styczność z literaturą tego typu, dlatego w poszukiwaniu odmiany, zdjęłam z półki ten tytuł.

I rzeczywiście - obietnice się spełniły. W prostej, właściwie jednowątkowej fabule Katarzyna Mlek zawarła sześć historii opowiadających o dawnych wydarzeniach z życia wsi. Ich wspólnym mianownikiem jest nie tylko specyficzny klimat legend, przesycony magią, gusłami i starodawnymi wierzeniami, ale także obecność fantastycznych bytów rodem z Mickiewiczowskich ballad i romansów. Wraz z głównym bohaterem zostajemy wciągnięci w ten świat z pogranicza snu i jawy i staramy się zrozumieć, jakie licho i dlaczego czyha na spokój mieszkańców Lalik. Nie sposób nudzić się w tych niecodziennych okolicznościach, bo Zbyszek praktycznie co chwilę musi stawiać czoła coraz to nowym, nieprawdopodobnym wypadkom. Na dodatek, autorka potraktowała swoje postaci z przymrużeniem oka, więc zarówno poczynania głównego bohatera, jak i doradztwo ze strony mieszkańców Lalik potrafią wywołać uśmiech na twarzy czytelnika.

Na wietrze diabeł przyjechał to książka niebanalna - ciepła, pełna humoru, z dynamiczną akcją, nareszcie nieskupiająca się na negatywnych aspektach funkcjonowania polskiej prowincji. Jej największym plusem jest jednak wspomniany na początku magiczny, bajkowy klimat, odwołujący się trochę do folkloru, a trochę do fantastyki. Wciągnęła mnie od samego początku, zaskoczyła obrotem wydarzeń, zakończenie mnie uradowało, a bohaterowie - urzekli. To ciekawa i trochę tajemnicza historia na jeden wieczór, lekka, szybko czytająca się i naprawdę przyjemna w odbiorze. W gruncie rzeczy cieszę się, że miałam okazję ją poznać, bo stanowiła dla mnie kompletną odmianę od literatury, którą zwykle dla siebie wybieram. Z czystym sumieniem polecam i czekam na kolejne powieści pióra Katarzyny Mlek.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i agencji EMPEMEDIA PR

K. Mlek - Zapomnij patrząc na słońce

Na mojej półce pojawiła się ostatnio świeżutka, pachnąca jeszcze drukarnią nowość, dlatego sięgnęłam po nią bez zbędnej zwłoki. Nie wiem dlaczego, ale po lekturze opisu z okładki byłam pewna, że mam do czynienia z kryminałem. Okazało się jednak, że druga powieść polskiej pisarki i artystki Katarzyny Mlek, wydana niespełna miesiąc temu, należy do zupełnie innego gatunku.

Zapomnij patrząc na słońce to trudna historia polskiej rodziny. Mała Hanka mieszka w Katowicach wraz z rodzicami - ojcem Januszem, który każdego dnia walczy o to, by zapewnić byt swojej rodzinie oraz matką Sabiną, wiecznie niezadowoloną, szukającą pocieszenia w alkoholu gospodynią domową. Dziewczynka za dnia chodzi do szkoły i stara się przetrwać złe humory matki, mimo wszystko stara się jakoś żyć. Ale nocą jest kompletnie bezbronna wobec nawiedzającego ją w mrocznych koszmarach kruka, który zsyła jej mrożące krew w żyłach senne obrazy...

Okazało się, że Katarzyna Mlek stworzyła kawał naprawdę dobrej literatury z pogranicza thrilleru i psychologii. Nie dość, że książka wciąga okrutnie i nie pozwala czytelnikowi oderwać się nawet na krótką chwilę, to jeszcze na dodatek sama fabuła została skonstruowana w oryginalny sposób. Historia małej Hanki, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się zwyczajną opowieścią o życiu biednej, śląskiej rodziny, jest tak naprawdę swoistym studium psychiki bohaterów. Podczas lektury możemy zaobserwować, jak trudne realia życia codziennego mogą wpłynąć na zachowanie poszczególnych osób, a nawet pośrednio na ich odległą przyszłość. Muszę przyznać, że ten aspekt powieści wydał mi się szczególnie smutny i wzbudził we mnie wiele refleksji dotyczących obrazu Polski, jaki został przedstawiony przez autorkę. Bo trzeba zaznaczyć, że Mlek dołożyła wszelkich starań, żeby jej opowieść była realistyczna i przez to bardzo wymowna.

Nie sposób jednak zapomnieć o mrocznym aspekcie książki, czyli koszmarach nawiedzających główną bohaterkę. Przyznaję, że nie raz miałam gęsią skórkę, kiedy czytałam o tym, co w sennych marzeniach widzi mała dziewczynka. Zawsze uważałam, że najstraszniejsze są te thrillery, które opierają się na uwydatnieniu słabości ludzkiej psychiki. I w Zapomnij patrząc na słońce właśnie z tym mamy do czynienia. Koszmary  nękające bohaterów wydają się podejrzanie realistyczne w zestawieniu z szarą rzeczywistością dnia, a przez to tym bardziej oddziałują na naszą pobudzoną wyobraźnię, podsuwając nam coraz to straszniejsze sugestie. Na dodatek, autorka wprowadziła do swojej opowieści posmak tajemnicy - aż do ostatniej strony nie jesteśmy pewni, co tak naprawdę przytrafia się Hance. A niepewność wprowadza niepokój. Tak zaniepokojeni docieramy wreszcie do końca historii i... doceniamy błyskotliwe, sensowne, a przy tym nadal straszne zakończenie. Ja byłam usatysfakcjonowana w stu procentach. Nie tylko żałowałam, że lektura dobiegła końca, ale jeszcze przez długo potem nie mogłam wyjść z podziwu, jak zgrabnie Mlek połączyła wszystko w jedną całość.

Zapomnij patrząc na słońce jest książką prawie idealną. Prawie, bo w pewnym momencie wydało mi się, że nagromadzenie niektórych wydarzeń podważa realizm opowieści. Drobny zgrzyt, ale jednak. Nie spodobał mi się też opis z okładki - nie wiem, dlaczego, ale wprowadził mnie w błąd. Po przeczytaniu go jeszcze raz po skończonej lekturze, doszłam do wniosku, że właściwie nie mówi on nic o książce. Niemniej jednak, wystarczy przymknąć oko na te drobne rysy i można w pełni cieszyć się kilkoma godzinami spędzonymi z naprawdę dobrą powieścią. Ogromny plus należy jej się za to, że angażuje czytelnika emocjonalnie i umysłowo - bo nie tylko wzbudza dreszcz strachu, ale także daje do myślenia. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza tym, którzy lubią się bać rzeczywistości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Oficynka.