Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl Sprawy Inspektora Brauna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl Sprawy Inspektora Brauna. Pokaż wszystkie posty

P. Schmandt - Pruska zagadka

Piotrowi Schmandtowi należą się ogromne brawa. Mimo, że Pruska zagadka to jego debiut, okazała się jeszcze lepsza, niż następująca po niej Fotografia (pisałam o niej tu). Za sprawą autora, do rąk czytelników trafia nowa, i muszę przyznać, że obiecująca, kryminalna seria wydawnicza Sprawy Inspektora Brauna. Póki co, w jej ramach opublikowane zostały tylko dwie, wyżej wymienione pozycje, ale Schmandt w tym roku wydał także odrębną książkę o podobnej tematyce - Gdański depozyt.

Akcja przeczytanej przeze mnie powieści rozgrywa się w roku 1901, a tłem dla wydarzeń staje się mała miejscowość Wejherowo, leżąca w Prusach Zachodnich. Lokalną społecznością wstrząsa makabryczne morderstwo osiemnastoletniego Johanna, syna znanego piekarza. Policja jest bezsilna - śledztwo nie przynosi żadnych efektów, a ujęcie zbrodniarza wydaje się być niemożliwe. Na pomoc zrezygnowanym stróżom prawa zostaje wysłany inspektor Ignaz Braun, wybitny pracownik berlińskiego Wydziału Zabójstw. Sławny ze swojej skuteczności stołeczny policjant postanawia za wszelką cenę odkryć mroczny sekret małego Wejherowa.

Pruska zagadka może niejednego czytelnika zaskoczyć. Przede wszystkim, nie mamy do czynienia z klasycznym, jednowątkowym kryminałem, którego akcja skupia się jedynie na śledztwie. Bez większego problemu można w książce wychwycić także wątki: miłosny, obyczajowy, religijny. Ogromną rolę autor przeznaczył aspektom historycznym, które, choć mogą się wydawać jedynie osobliwym tłem, tak naprawdę wprowadzają do opowieści specyficzną, tajemniczą atmosferę. Schmand idealnie dopasował także język, którym operuje. Wypowiedzi narratora napisane zostały językiem współczesnym, a przy tym bardzo przyjemnym do czytania. Dialogi natomiast zdradzają elementy specyfiki wyrażania się, jaka panowała ponad wiek temu. Autor umiejętnie zachowuje umiar, dzięki czemu powieść nie odznacza się ani zbędnym patosem, ani dysonansem pomiędzy światem współczesnym, a historycznym.

Intryga, na której opiera się fabuła książki, jest dosyć zawiła, ale zaskakująca. Potrafi wzbudzić w czytelniku emocje i niewątpliwie, przykuć uwagę na długie godziny. Wydarzenia następują po sobie dynamicznie, nie ma przegadanych fragmentów, bo każda, nawet pozornie nieważna rzecz, okazuje się być tropem, podpowiedzią dla inspektora Brauna. Autor finalnie tłumaczy mechanizm zagadki, ale niektóre sprawy nadal nie są jasne. A szkoda, bo mimo wszystko, pozostaje uczucie niedosytu i może odrobina rozczarowania. Ogromnym atutem książki są jednak bohaterowie. Schmandt bardzo realistycznie oddał charakter małomiasteczkowej społeczności. Każda osoba jest przekonująca, ma swoje problemy, sekrety, pasje, dzięki czemu wydaje się być prawdziwym człowiekiem z krwi i kości. Interakcje pomiędzy bohaterami, ich specyficzne zachowanie przywodzą na myśl dawne czasy dam i dżentelmenów. Nie sposób nie polubić sympatycznego, kulturalnego i ambitnego Ignaza Brauna, który wiedzie prym wśród innych postaci wykreowanych przez Schmandta. Co więcej, Wejherowem rządzi charakterystyczna dla tego okresu sieć zależności, nie tylko hierarchicznej, ale także opartej na przyjaźni, miłości, czy nienawiści. To wszystko staje się idealnym tłem dla zbrodni oraz dodaje opowieści realizmu, posmaku prawdziwego życia, jakie wiedziono na początku XX wieku. Trzeba autorowi przyznać, że bardzo umiejętnie operuje aspektem historycznym, budując na jego podstawie magnetyczną, ale też mroczną atmosferę małego miasta sparaliżowanego przez zbrodnię. Uwadze czytelników na pewno nie ujdą też plastyczne opisy przedwiosennych krajobrazów - zatopionych w szarości dni w miasteczku; kalwarii, pięknej, aczkolwiek tajemniczej, przyprawiającej o dreszcze... Ze wszystkich tych elementów pisarz złożył naprawdę ciekawy utwór, który potrafi zainteresować czytelnika od pierwszej, aż do ostatniej strony.

Pruska zagadka w mojej opinii na długo pozostanie solidnym, dopracowanym, ale też oryginalnym kryminałem. Być może mój entuzjazm wynika z uwielbienia umiejętnie wplecionej w fabułę historii, być może inni czytelnicy poczują się znużeni wątkami pobocznymi... Tak, czy siak, myślę, że prawdziwi wielbiciele gatunku docenią tą powieść i potencjał autora, a nawet i czytelnicy nieprzekonani do makabrycznych zbrodni, znajdą w tej opowieści coś dla siebie. Ja sama z radością sięgnę po kolejne książki z tej serii i wszystkim zdecydowanie je polecam!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Funky Books. Dziękuję!


P. Schmandt - Fotografia

Nareszcie! Udało mi się wybrać się na czytanie pod chmurką i złapać trochę słońca. Na koc zabrałam ze sobą Fotografię Piotra Schmandta. Wcześniej nie spotkałam się z utworami tego autora, dlatego byłam książki bardzo ciekawa. Okazała się ona być przyjemną lekturą na leniwe popołudnie.

Na początek kilka słów o samym pisarzu. Zadebiutował stosunkowo niedawno, wydając Pruską zagadkę, historię, której akcja poprzedza wydarzenia z Fotografii. Schmandt  okazuje się być osobą o bardzo licznych i ciekawych zainteresowaniach. Jednym z nich jest historia XX wieku, na tle której chętnie snuje swoje opowieści. Dorobek pisarza to jak na razie tylko dwie książki, ale mam nadzieję, że na tym nie poprzestanie.

Akcja powieści rozgrywa się na początku XX wieku w Wejherowie, należącym ówcześnie do Prus. Inspektor Ignaz Braun przypadkowo natyka się na zbrodnię popełnioną na wieczorze towarzyskim. Ginie znany miejscowy fotograf, a winnym morderstwa może być każdy z gości zaproszonych przez panią Neiss. Pruski policjant staje przed kryminalną zagadką...

Ogólnie, kryminał okazał się być lekki i przyjemny. Cała akcja skupia się wokół jednego wątku, który rozwija się dosyć leniwie, ale ciekawie. Szczerze przyznam, że wciągnęłam się w śledztwo inspektora Brauna i z niecierpliwością czekałam na rozwiązanie zagadki. Atutem książki jest prosty język - obawiałam się, że klimat XX wieku wprowadzi ciężki, trochę pompatyczny sposób wyrażania się towarzyskiej śmietanki wejherowskiej. Na szczęście, nic takiego się nie stało i historię, która w dużej mierze składa się z przesłuchań i rozmów, czyta się szybko i łatwo. Zakończenie okazało się dla mnie zaskakujące - choć z długiej przyjaźni z Agathą Christie znałam takie zwroty akcji, jakie zastosował Schmandt, to jednak nie udało mi się zgadnąć, kto zabił.
Bardzo spodobali mi się bohaterowie Fotografii. Każdy z nich okazał się być indywidualnością, o konkretnych cechach charakteru, poglądach, każdy z nich skrywał jakiś swój mały, prywatny sekrecik. No, i oczywiście, z początku każdy idealnie pasował do roli tajemniczego zabójcy. Zaprzyjaźniłam się też z miłym i sprytnym Ignazem, głównym bohaterem, który mimo pracy nad krwawym przestępstwem, nie zatracił swojej dżentelmeńskiej natury i nawet wobec podejrzanych zachowywał najwyższą kulturę. Musze przyznać, że czytanie o tych wszystkich konwenansach ubiegłego stulecia było miłą odmianą - dziś nie raz zdarza się w książkach niewybredny język. Może dlatego właśnie lubię wracać do opowieści, które rozegrały się w przeszłości? ;)
I jak zwykle na zakończenie recenzji, muszę się zachwycić aspektem historycznym. Tym razem w trochę innym wydaniu, gdyż skupiłam się na samym Wejherowie. Miasto (dziś; wtedy miasteczko) znam z wakacyjnych podróży. Wielokrotnie je odwiedzałam i przyznaję, że byłam ciekawa tego, jak zmieniło się przez ponad sto lat. Porównanie ułatwiły mi czarno-białe fotografie uzupełniające tekst powieści. Uważam, że to świetny pomysł, choć żałuję, że nie były na nich przedstawione miejsca, o których mowa w historii, ale niezwiązane z nią budynki Nowego Miasta.

Z całym przekonaniem mogę polecić Fotografię wszystkim amatorom kryminalnych zagadek. Myślę, że nawet ci czytelnicy, którzy chcą uciec w przeszłość i poczytać o urokach wieku XX, znajdą tu coś dla siebie. Ja książkę odkładam na półkę i z niecierpliwością czekam na okazję do przeczytania Pruskiej zagadki i nowe publikacje autora.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Funky Books. Dziękuję!